FANDOM



Często obłuda, ubrana na siłę w uprzejmość - wyłazi w nieoczekiwanym momencie.


4


Pociąg kołysał się na torach doprowadzając pozieleniałego już Natsu na skraj rozpaczy. Lucy oparła się czołem o okno, za którym jak serpentyna rozwijał się las. Co jakiś czas sięgała ręką do kieszeni, jakby chciała się upewnić, że klucz wciąż spoczywa na jej dnie. Gray natomiast spuścił głowę i zamknął oczy. Udawał, że zasnął. W myślach krzyczał jej imię. Powiedziała, że ma się nie zniechęcać, jeśli nie wyjdzie za pierwszym razem. Po pewnym czasie usłyszał jej głos w swojej głowie.
~ Co teraz?

~ Szukam następnego klucza. Upewnij się, że zawiąże kontrakt z tamtym duchem.

~ Zdradzisz mi więcej szczegółów?

~ Przykro mi, ale na razie nie mogę. Pilnuj tej dziewczyny jak oka w głowie.

~ Po co?

~ Miałam przyjaciela, który przywoływał duchy. Jego gwiazdy już nie zobaczysz.

~ Ktoś na nich poluje?

~ Nie. Szuka tego odpowiedniego. Ta twoja znajoma przywołała kiedyś Uranometrię, rozmawiała z samym Królem Gwiezdnych Duchów. To ona jest celem.

~ Lucy? Skąd to wszystko wiesz?

~ To dość skomplikowane.

~ Jeszcze jakieś rady?

~ Tak. Uważaj na zbyt miłych ludzi. To oni są najbardziej podejrzani.

~ Nie rozumiem.

~ Ayden to dziwne miejsce. Po prostu nie daj się zwieść pozorom.

~ Będę ostrożny. Dojeżdżamy na miejsce.

~ Trzymaj się, braciszku.

Braciszku. Dawno tego nie słyszał. Zrobiło mu się lżej na sercu. Nie wierzył, że los tak się do niego uśmiechnie. Bał się jedynie, że to wszystko może okazać się pięknym snem, z którego nie będzie chciał się obudzić.
Przeciągnął się i przetarł oczy. Zauważył, że Lucy bacznie go obserwuje.
- Mam coś na twarzy?
- Nie... - uśmiechnęła się nieśmiało. - Dziękuję za prezent.
Błękitny kocur podfrunął do Lucy. Potem odwrócił łebek w stronę Graya i uśmiechnął się łobuzersko.
- Oni się lubią!
- Przymknij się, głupi kocie! Natsu wstawaj!
Potrząsnęła nim, ale ten mruknął coś niezrozumiałego w odpowiedzi. Gray chwycił go pod ramię i pociągnął za sobą. Gdy tylko wyszli z pociągu Salamander, rzucił się na niego z pretensjami.
- Ktoś cię prosił o pomoc?
- Chyba nie chciałeś, żeby Lucy cię targała!
- Poradziłbym sobie, dupku!
- Wyglądałeś tak żałośnie, że zrobiło mi się ciebie żal...
- Spójrzcie! - Krzyknęła i wskazała palcem na jedną z kobiet stojących na peronie. Rude loki okalały dość ładną podłużną twarz, a wąskie zielone oczy nadawały jej postaci jakiegoś surowego wyrazu. Ubrana była w brązowy kostium idealnie dopasowany do talii. Najbardziej jednak uwagę na siebie zwracała białym krawatem - dość nietypowym dodatkiem dla kobiet.
Trzymała w ręce kartonik z napisem Fairy Tail i rozglądała się wokoło. Kiedy podeszli bliżej, spojrzała na znak gildii znajdujący się na dłoni Lucy.
- Witajcie w Ayden - ukłoniła się lekko.- Nazywam się Tya i będę waszym przewodnikiem po mieście. Mistrz Yamato chce byście się czuli, jak u siebie w domu.
- A co z jedzeniem? - Natsu przejechał dłonią po brzuchu.- Umieram z głodu.
- Wszystko w swoim czasie, młody panie. Teraz czas na małą wycieczkę.


Architektura i piękno Ayden zachwycały młodych magów z Fairy Tail. Tya oprowadzała ich po brukowanych uliczkach, przy których piętrzyły się kolorowe budynki. Sklepikarze zajęci swoją pracą nie zwracali uwagi na przyjezdnych. Dzieci natomiast albo przyglądały im się z zaciekawieniem albo biegły za nimi, ale Tya szybko ich przepędzała. Jedna z ulic była magicznym targowiskiem. Barwni kupcy przekrzykiwali się nawzajem, zachwalając swoje towary. Magiczne pierścienie, broń, stroje, karty, klucze... Czego tylko dusza zapragnie.
- Jakie to urocze... - zachwycała się Lucy na widok młodego chłopaka, przed którym tańczyła maleńka laleczka. Ubrany w przybrudzone, wyblakłe ubranie nie pasował do tego idealnego, kolorowego miejsca. Tya skrzywiła się na jego widok. Chłopak jednak skupił całą uwagę na pokazie, na małej laleczce z uśmiechem wyszytym czarną nitką. On sam wyglądał na przygnębionego i rozczarowanego, ale nie zamierzał kończyć występu. Lalka tańczyła poruszana jego magią. Wyglądała jak żywe stworzenie. Na koniec ukłoniła się tuż pod stopami magów z Magnolii. Natsu pogrzebał w kieszeni, ale nie wyciągnął z niej ani jednego klejnotu.
- Przykro mi - mruknął do nieznajomego. Tamten nie wyglądał na przejętego. Wziął laleczkę i posadził ją na swoim ramieniu.
- Nic nie szkodzi. Zdążyłem przywyknąć - uśmiechnął się blado. Gray poczuł przypływ sympatii do tego człowieka. Wyglądało na to, że jest sam, a jego całym dobytkiem była szmaciana lalka... Zmarszczył czoło. A co jeśli to jeden z tych podejrzanych ludzi, o których mówiła Elis?
- Proszę - Lucy wyciągnęła przed siebie dłoń z kupką złotych monet. - Chciałam sobie kupić coś ładnego, ale tobie się bardziej przydają.
Natsu objął ją ramieniem i uśmiechnął się szeroko.
- To jest nasza Lucy!
- Aye, sir!
Oczy chłopaka wypełniły się łzami. Wydawało się, że zaraz padnie przed nią na kolana.
- Dziękuję, młoda damo! Może jeszcze jeden pokaz?
- Z przyjemnością...
Tya rzuciła mu gniewne spojrzenie.
- Przykro mi, ale Mistrz nas oczekuje. Musimy się pośpieszyć.
- Szkoda. Może innym razem.
Odchodząc Lucy i Natsu pomachali mu na pożegnanie. Ten jednak wpatrywał się uparcie w połyskujący przedmiot na swojej dłoni.

☆☆☆


Makarov kucał przy doniczce z mięsożerną rośliną w gabinecie Rogera. Na jej liściach błyszczały krople wody, kwiaty zaś wabiły maleńkie owady swoim balsamicznym zapachem. Zaciekawiony stary mag włożył rękę w jedną z jej czerwonych paszcz. Poczuł lekkie mrowienie, po czym wyciągnął żylastą dłoń z rośliny. Zauważywszy czyjąś obecność, odchrząknął speszony i spojrzał na przyjaciela. Miał cienie pod oczami. Wydawał się starszy, choć może Makarov nigdy wcześniej nie zwrócił uwagi na głębokie zmarszczki na jego czole i siwiznę w jego włosach. Jednak lekkie przygarbienie i ospałość były dla niego zupełną nowością.
- Jak się czujesz? - Roger odpowiedział mu tylko cichym westchnieniem.
- Jovyn był dla mnie jak syn. Nie jest mi teraz łatwo.
- Elis nawiązała kontakt ze swoim bratem – rzucił niespodziewanie i spojrzał badawczo na maga.
Tamten pobladł i odwrócił wzrok.
- Przykro mi...
- Nic mu nie jest - Roger patrzył na niego z absolutnym zdziwieniem. - Ani jemu, ani Lucy. Chociaż dostała od niego ostatnio jakiś tajemniczy prezent. I ja właśnie w tej sprawie. Czy to może być ten klucz?
Zaczął chodzić nerwowo po gabinecie, z dłońmi zaplecionymi na plecach.
- Czarodziejka Gwiezdnych Duchów? Myślisz, że o nią jej chodzi?
- Nie wiem – wzruszył ramionami.- Bardzo ciekawi mnie jej cel. Nie potrafi przywoływać duchów, więc nie potrzebuje kluczy... Coś nie tak? - dodał, kiedy Roger podparł się ręką o biurko.
- Chyba nie czuję się dziś najlepiej. Wybacz, przyjacielu.
Ravenshaw przystanął przy drzwiach, westchnął i spojrzał prosto w wyblakłe oczy Makarova. Ten nie uciekł wzrokiem. Położył mu rękę na ramieniu.
- Uważaj na siebie.
Przytaknął. Gdy Makarov opuścił gabinet, zamknął za nim drzwi. Przywódca Fairy Tail nie ruszył jednak przed siebie. Stał pod pokojem wsłuchując się w dochodzące z niego hałasy. Roger musiał być wściekły – kilka razy kopnął do czegoś, nie szczędził też przy tym przekleństw.
Oby i tobie Elis nie pomieszała w głowie...

☆☆☆


Przez las przemykały cicho trzy cienie. Zmęczenie można było wyczuć tylko w panującej atmosferze, ponieważ twarz żadnej z postaci go nie ukazywała. Szelest liści nie był głośniejszy, niż kiedy porusza je letni północny wietrzyk, bo wędrowcy delikatnie i szybko przeskakiwali z miejsca na miejsce mijając zastawione na nich pułapki. Ich długie płaszcze mieniły się w słońcu przy każdym ruchu. Elis skinęła głową i wskazała na postać stojącą pośrodku wykarczowanej polany.
~ Nie ma sensu dalej ciągnąć tej zabawy. Dawaj, Shiro.
Wyszedł zza drzewa, wołając mężczyznę po imieniu. Przeciwnik jednak nie zwrócił na niego najmniejszej uwagi. Opierał się o jeden z gigantycznych konarów. Gdy podniósł głowę, ich oczom ukazała się twarz pełna maleńkich ciemnych pajęczynek, które powoli przekształcały się w coraz większe czarne plamy.
~ Zaczyna się...
Mężczyzna zdawał się w ogóle nie odczuwać zmian, które zachodziły w jego organizmie. Pod żuchwą zwisał mu obszerny fałd skóry. Ciało zaczęło się wydłużać, a przez środek pręgowanego kręgosłupa biegł wysoko wycinany grzebień. Dłonie przekształciły się w łapy zakończone ciemnozielonymi pazurami.
- To smutne, Aion - Elis wyszła zza drzewa rozpinając guziki płaszcza.- Tak łatwo dałeś się zapędzić w kozi róg.
Odwrócił łeb w jej kierunku. Wrzasnął i machnął jaszczurczym ogonem, ale ta przeskoczyła nad nim, niczym dziewczynka nad skakanką.
Shiro odwrócił głowę w jej stronę.
~ Czemu oni zawsze wolą ciebie?
~ Chyba mnie lubią.
~ Interesująca teoria...
~ Triss, zaczynaj.
Kotka wystrzeliła w powietrze. Krążyła i pikowała nad paszczą demona. Kłapał na nią zębami, ale zwinnie unikała wszystkich jego ruchów. Shiro wpatrywał się w jeden punkt na ciele przeciwnika. Zmarszczył czoło. Łuk Iluzji: Kameleon. Aion wyglądał na zaskoczonego. Przestał zwracać uwagę na latającego kota i z przerażeniem przyglądał się swoim znikającym kończynom. Triss wraz z Elis podleciały nad jego cielsko. Dziewczyna wykonała kilka szybkich ruchów dłońmi.
- Bezkresna Agonia Duszy! - Pod jej nogami aktywował się wir, który wciągał demona. Po chwili zniknęła jego paszcza, potem jaskrawo-zielony korpus aż w końcu przepadł też ogon. Na polance nie byłoby żadnego śladu walki, gdyby nie ciało mężczyzny, które leżało między konarami.
- To smutne - szepnęła Triss, gdy postawiła Elis na ziemi.
- Ale przynajmniej poszło szybciej niż z innymi - zauważył chłopak.
- Gratuluje pomysłowej iluzji - poklepała go z uznaniem po ramieniu. - Był słaby i nie grzeszył sprytem. Jego magiczna moc prawie się wyczerpała po użyciu tego klucza. Wygląda na to, że nadal nie wiedzą kogo szukają.
- I dobrze. – Spojrzał na bladą twarz Aiona i spochmurniał. Wciąż miał przed oczami sylwetkę swojego przyjaciela, którego duszę Elis jakiś czas temu wysłała na wieczne potępienie. Dla niego też nie było już ratunku. Chociaż nigdy nie powiedział tego otwarcie, miał do niej żal o to, że nigdy nie spróbowała czegoś innego, że od razu skazała Jovyna na śmierć.
Westchnął ciężko i podniósł chłopaka z ziemi. Następnie przerzucił go przez ramię. Coś małego wypadło z jego kieszeni na trawę. Triss podleciała i podniosła błyszczący przedmiot.
- Taki słaby czarodziej, a nosił ze sobą biały klucz?
- Nie oddałby go tylko dlatego, że nie mógł przywołać ducha. Jest zbyt cenny – Elis włożyła go do kieszeni.
- Co teraz?
- Idziemy do Ayden. Najwyższy czas na skopanie paru większych tyłków.

☆☆☆


Tya zaprowadziła ich przed gigantyczną piramidę, która górowała nad południową częścią miasta i nie pasowała do jego dotychczasowej architektury. Najwyraźniej właściciel budowli nie pochodził z Fiore.
- To siedziba Świętego Maga - wyjaśniła. Natsu gwizdnął z podziwem. Piętrzyła się przed nimi pięciostopniowa piramida poprzedzona placem ceremonialnym z kolumnadą u stóp samego budynku.
- Wejdźmy do środka. Mistrz Yamato oczekuje waszego przybycia.
- Serio?!
- Nigdy wcześniej nie widziałam czegoś takiego.
Wnętrze było niemniej okazałe od tego, co znajdowało się na placu. Korytarz zdobiły gigantyczne kolumny w kształcie węży, których głowy ułożone były na ziemi, a ogony skierowane pionowo w górę. Z sali pełniącej funkcję przedsionka na wyższe poziomy prowadziły szerokie schody, wzdłuż których powieszono różnokolorowe arrasy. Pod jedną z wężowatych kolumn stał mężczyzna ubrany na fioletowo. Święty Mag z prawdziwego zdarzenia - w szacie, z czarnymi długimi włosami spiętymi w kucyk. Wyglądał na mężczyznę koło czterdziestki. Do tego stał wyprostowany i elegancki, emanując przy tym niezywkłą aurą spokoju. Lucy przemknęło przez myśl, że w młodości musiał być również bardzo przystojny.
- Witajcie, magowie z Fairy Tail – rozłożył ramiona w geście powitalnym.- Makarov wspominał, że wybieracie się na turniej.
- I zamierzamy go wygrać! - Natsu uśmiechnął się szeroko, ukazując swoje kły.
- Smoczy Zabójca, tak? - Yamato podszedł bliżej świdrując go wzrokiem. Potem odwrócił się w stronę Lucy.
- Przywołujesz Gwiezdne Duchy, młoda damo?
- T..tak.
- Posiadasz może któregoś z Niebiańskich Duchów?
- Ta... - Gray szturchnął ją ramieniem prosto w żebra. Rzuciła mu wściekłe spojrzenie. - Nie i bardzo żałuję.
- Ach... - wzruszył ramionami. - Wielka szkoda. To podobno piękne stworzenia. Tya zaprowadź ich do pokoi. Niech sobie trochę odpoczną. Za cztery dni wielki turniej.
- Cztery dni? - zdziwił się Happy.- Myśleliśmy...
- Wystąpiły pewne komplikacje – przerwał mu mag.- Bawcie się dobrze. Na pewno nie zabraknie wam rozrywek.
Kobieta dygnęła i kiwnęła na nich głową. Lucy przybliżyła się do Graya.
- Co to miało być?!
- Musisz być ostrożna - mruknął cicho. Zaczerwieniona lekko dziewczyna ruszyła dalej przed siebie. Gray zmarszczył czoło poczuwszy lekkie stukanie w swojej głowie.
~ Gray!

~ Coś się stało?

~ Mam kolejny klucz. Jak tam kontrakt?

~ Nie było kiedy...

~ Nie mamy wiele czasu! Właśnie się dowiedziałam, że ktoś z twojej gildii podpowiedział im, kogo mają szukać.

~ Jak to?!

~ Nie drzyj się tak! Teraz to już nieistotne. Erza wróciła do Magnolii. Pewnie wkrótce do was dołączy.

~ Dziwne to miasto..

~ A nie mówiłam? Aż się rzygać chce od tej słodyczy. Ktoś cię szczególnie niepokoi?

~ Jeden facet. Lalkarz.
~ Obserwuj go. I karz tej dziewczynie zawiązać ten przeklęty kontrakt!
~ Dobra... Rozłączam się.

☆☆☆

Drzwi gildii otworzyły się z hukiem. Kilka osób uciekło, gdy tylko dostrzegli jej lśniącą zbroję. Erza postawiła przeładowany wózek z bagażami pod ścianą i ruszyła w stronę baru.
- Witaj w domu - Mirajane uśmiechnęła się do niej ciepło.
- Witaj, Mira - usiadła za ladą. Rozejrzała się po pomieszczeniu. - Jakoś tu spokojnie. Gdzie się podziała moja drużyna?
- Poszli do Ayden, na turniej – Erza poruszyła się nerwowo.
- Sami?
- Cóż... - Barmanka próbowała ją nieco udobruchać.- Myśleli pewnie, że wrócisz trochę później.
- Powiedz mistrzowi, że do nich dołączyłam.
Wstała od baru. Mira chwyciła jej rękę, zanim ta zrobiła krok do przodu.
- Erza... - wyszeptała. - Niepokoję się o Graya i Lucy.
Rudowłosa wróciła na swoje miejsce. Słuchała opowieści Miry ze zmarszczonym czołem. W pewnym momencie zaczęły drgać jej brwi, aż w końcu wybuchnęła.
- Że co?! Schowek?! Jak go dorwę...- zacisnęła pięśc.- Dam mu lekcję postępowania z kobietami!
- Tu chyba nie chodzi o to – smutny głos Miry zwrócił uwagę Erzy, która skończyła pomstować na maga.
- Coś się stało?
- Gray dał jej pewien prezent. Podejrzewamy z mistrzem, że w coś się wplątał. Niekoniecznie świadomie – dodała przyciszonym głosem.
Erza położyła jej rękę na ramieniu.
- Zajmę się tym – powiedziała ciepło, ale po chwili jej czoło przebiegła głęboka zmarszczka.
Jet i Droy odskoczyli gwałtownie wyczuwając jej złowrogą aurę.
- I zabiję, jeśli coś się stanie Lucy!

☆☆☆

Wszystkiego najlepszego w tym Nowym 2012 Roku!
Mam nadzieję, że się nie zanudzicie moimi wypocinami. Miłego czytania. Pozdrawiam.

Informacje o Rozdziale

Postacie Hiro Mashimy


Postacie (Moje)

  1. Elis Fullbuster
  2. Tya
  3. Mieszkańcy Ayden
  4. Nienazwany Lalkarz
  5. Roger Ravenshaw
  6. Jovyn Ravenshaw (wspomniany, martwy)
  7. Shiro Hasegawa
  8. Triss
  9. Aion
  10. Yamato

Użyta Magia, Zaklęcia i Umiejętności

Użyta Magia

Użyte Zaklęcia

Użyte Przedmioty

  • Magiczna Lalka

Nawigacja

N/A Saga Gilgamesza N/A
N/A Rozdziały N/A
1| 2| 3 | 4 | 5 | 6